Sylwester w górach
16 stycznia 2010, 1:02 | Dodane przez: tupt | Kategorie: podróże, wydarzenia « Brak komentarzy
Nie bez przyczyny w podtytule mojego bloga znajdują się góry. Góry są zjawiskiem niezwykłym. Nic więc dziwnego, że ten kto zasmakował górskich wędrówek, będzie chciał tam wracać, kiedy tylko nadarzy się okazja. Okazja się pojawiła. Wobec braku jakichkolwiek planów na sylwestra, zdecydowałem się pojechać na górski wyjazd sylwestrowy do Skomielnej Czarnej wraz z jezuickim Duszpasterstwem Akademickim DĄB, z którym jestem związany już od kilku lat. Spędziłem tam wspaniały tydzień od 27 grudnia do 3 stycznia.
Skomielna Czarna znajduje się na Podhalu, w centrum Beskidu Makowskiego, pomiędzy Myślenicami, Rabką-Zdrój i Makowem Podhalańskim. Miejsce to okazało się bardzo dobrym miejscem wypadowym do różnych miejsc na Podhalu. Mieszkaliśmy w Ośrodku Rekolekcyjnym Świętego Ojca Pio prowadzonym jest przez Braci Mniejszych Kapucynów.
Sam wyjazd miał dwojaki charakter. Był to wyjazd zarówno dla narciarzy jak i dla amatorów górskich wędrówek. Ja, jako że nart w życiu na nogach nie miałem, a równocześnie kocham chodzić po górach, więc wybór był prosty – górskie wędrówki. Na każdy dzień dostępne była trasa łatwiejsza i trasa trudniejsza. Z pięciu wędrówek, czterokrotnie wybierałem trasę trudniejszą, bo ona dawała zdecydowanie więcej przyjemności związanej z chodzeniem po górach. Celem górskich wędrówek był przede wszystkim pobliski Beskid Makowski (w tym najwyższy szczyt pasma – Lubomir oraz najwyższy szczyt w pobliżu Skomielnej – Koskowa Góra, a także kilka innych szczytów po drodze) a ostatniego dnia pobytu – także Gorce (a konkretniej ich kulminacja, czyli Turbacz).
Góry Beskidu Makowskiego nie należą do zbyt wymagających, jednak jak na tę porę roku były idealne. Przy śniegach i mrozach są znacznie bezpieczniejsze niż wysokie szczyty Tatr. Cechą charakterystyczną wycieczek w Beskid Makowski było to, że na jednej trasie przechodziliśmy przez kilka szczytów. Więc na początku czekało nas jedno podejście, następnie zejście na podobną wysokość, później drugie podejście i kolejne zejście itd. Nie było więc jednostajnego podchodzenia pod górę, tak jak to jest np. w Tatrach, ale zdobywanie kolejnych gór leżących na dłuższej trasie. Każdego dnia przechodziliśmy blisko 20 km. Ale suma pokonanych podejść i zejść byłaby pewnie porównywalna do pojedynczego wejścia i zejścia w Tatrach.
Pogoda na wyjeździe była zmienna. Pierwszego dnia mieliśmy piękne słońce, bezchmurne niebo i świetną widoczność, trzymał lekki mrozik, a dzień nas pożegnał pięknym zachodem słońca ponad górami. Następne dni przyniosły ocieplenie, odwilż, zachmurzenie, a czasami też deszcz. Śnieg powoli znikał, a w dzień Nowego Roku już go praktycznie nie było, tak że wędrowaliśmy w okropnym błocie. Ale ostatniego dnia, podczas naszej górskiej wycieczki na Turbacz, wspinaczka zaskoczyła nas piękną zimową scenerią. Było mroźno i śnieżnie, ale pięknie
Z tego względu, że był to wyjazd sylwestrowy, więc i dobrej zabawy sylwestrowej nie mogło zabraknąć. Nasz bal został zorganizowany w ośrodku w którym mieszkaliśmy, a dokładniej w naszej jadalni. Rozpoczął się dosyć improwizowanym polonezem. Nie mogło na nim zabraknąć także kultowego Tańca Belgijskiego. Zabawa była bardzo udana. Muszę powiedzieć, że dawno tak dobrze się nie bawiłem.
Sama miejscowość Skomielna Czarna zasługuje na uznanie przede wszystkim za różne przedsięwzięcia, których się podejmują jej mieszkańcy. Dowodem tego jest szczególnie “Domek z piernika” (o tym niżej) oraz własne parafialne radio Ain Karim o charakterze religijno-społecznym, które nadaje w najbliższej okolicy i jest prowadzone przez wolontariuszy z pobliskich terenów.
Ów wspomniany powyżej “domek z piernika” jest pięknie ustrojoną i oświetloną świąteczna zagrodą. Góruje ona nad Skomielną Czarną i gdy się ściemni nadaje niesamowity klimat całej okolicy. Oświetlony domek wygląda rzeczywiście jak bogato ozdobiony świąteczny “domek z piernika” i stał się niewątpliwą atrakcją miejscowości. Na poniższym filmiku można zauważyć jak to wszystko wyglądało:
Wyjazd był niewątpliwie bardzo udany i jestem szczęśliwy, że się zdecydowałem na niego pojechać. Takie tygodniowe oderwanie od rzeczywistości było mi potrzebne, szczególnie po tym co się w ostatnich miesiącach w moim życiu działo. Był to jednocześnie czas radości, czas spotkania z innymi ludźmi, czas górskiego wysiłku, czas wyciszenia i czas zabawy.
Pełna fotorelacja z wyjazdu w mojej galerii na Picasa.









Skomentuj