Idzie nowe
27 października 2009, 23:31 | Dodane przez: tupt | Kategorie: Prywatnie, Refleksyjnie « Komentarze (6)
To co wyczekiwane od miesięcy, zbliżało się ku finiszowi. Wszystko miało w końcu przywdziać “nową jakość”. To co dotychczas było miesiącami, miało się zamienić w tygodnie. To co było tygodniami, miało się zamienić w dni. Dni w godziny, godziny w minuty. Odpowiedź na pytania “jak?”, “gdzie?”, “kiedy?” miała się stać coraz bardziej wyraźna. Miał to być duży krok naprzód, kończący pewien etap i wchodzący na dużo stabilniejszy grunt.
Przygotowania do tego kroku były w zamyśle już od pamiętnego grudniowego usteckiego wieczoru, sprzed dokładnie dziesięciu miesięcy, które wlało w oba serca tyle radości i miłości. Z dnia na dzień, wszystkie myśli biegły ku jak najszybszemu powrotowi. Wszystko było przyporządkowane temu, żeby w jak najkrótszym możliwym czasie zakończyć wszystko co było już rozpoczęte i nie zaczynać niczego nowego, co mogłoby utrudnić wspólną realizację naznaczonego celu – miłości.
Realizacja tego kroku wiązała się z pewnym wysiłkiem. Oznaczała rezygnację z wielu innych wartości, szczególnie tych bardziej przyziemnych takich jak: dobrze się zapowiadającej się pracy, wielu dodatkowych szans, wypracowanych kontaktów, doświadczeń. Oznaczało to także zmianę środowiska, ludzi sobie znanych, tych z którymi udało się zaprzyjaźnić. Wymagało podjęcia wielu wysiłków, by zainstalować się w nowym miejscu. Wszystko zostało podporządkowane Niej.
I przyszedł ten czas. Wydawało się że wszystko jest w najlepszym porządku. Wszystko z niemałymi trudnościami pokończone, pozałatwiane, z radością w sercu jadąc ku Niej, pełen nadziei. A tu… trzask, prask. Amen. Sayonara. Przykro mi, radź sobie sam. Poświęcenie? Gdzie? C’est a vie. W końcu kobieta zmienną jest, czyż nie?
Serce nie sługa. Serce nie słucha rozumu. W większości przypadków rozum z sercem przegrywa. I tym razem przegrał. Kto kocha ten jest zdolny do poświęceń. Tylko co z tego, jak starania, i to na taką skalę, nie zostają zauważone. Wybrało się głos serca, ograniczyło to co podpowiadał rozum. Głos serca nagle się czegoś przestraszył, zawrócił i poszedł w swoją stronę, zostawiając podążającego za nim na pastwę losu.
Nic jednak nie dzieje się bez przyczyny. Nagromadzenie się zdarzeń w takiej formie jest pewnym wymownym znakiem oraz lekcją i wskazówką. To oznacza, że Ktoś “na górze” chciał by tak to wyglądało: być właśnie teraz, właśnie tutaj, wskutek właśnie takiej sekwencji wydarzeń.
Wiara w to dodaje sił. Poprzez tę wiarę, mimo nagromadzenia smutku, żalu i złości, pojawia się ogromna nadzieja. Wiara i nadzieja, które w końcu prowadzą do miłości.
“Tak więc trwają nadzieja, wiara i miłość – te trzy, z nich zaś najważniejsza jest miłość”
Więc idzie nowe… Trzeba żyć na nowo…








Czytam ten wpis i nie rozumiem. Dowiaduję się że wartości to-”wiele dodatkowych szans, wypracowane kontakty, doświadczenie…? Hm…mnie uczono że wartości to coś innego. Nie wiem, ale mam wrażenie że Pana rezygnacja z tylu rzeczy dla “Niej” była robiona z wielkim bólem, z przymusu bo tak trzeba, a nie że Pan chciał. Do zastanowienia:-). To co Pan nazywa poświeceniem dla Pana, dla innego jest radością i szczęściem bo tzw. Pana wymienione “wartości” stają się dla innego bez znaczenia jeśli robi to dla Miłości swojego Serca- tak jak mówią świat może nie istnieć byle by była tylko ta Jedyna ukochana osoba. Z Pana wpisu wynika, że robił Pan to niechętnie, co kiedyś z pewnością spowodowało by u Pana wewnętrzny bunt. Jestem psychologiem i przypadkowo trafiłem na Pana wpis. Dużo można w nim wyczytać o Panu. Pozdrawiam
@Krzysztof
Mając na myśli “przyziemne wartości” chodziło mi o przeciwstawienie ich do tych najważniejszych wartości, jakimi są miłość, przyjaźń, wierność, odpowiedzialność itp. Owe “przyziemności” świadczą o przemijalności, doczesności i są znacznie niżej w hierarchii niż najważniejsze wartości, z miłością na czele. Ale to wcale nie znaczy, że gdy chce się pielęgnować Miłość, wszystkie przyziemności należy natychmiast odstawić na boczny tor. Sztuka miłości polega na pogodzeniu ze sobą tych dwóch pozornie przeciwstawnych światów. Miłość to nie tylko bujanie w obłokach, ale konkretne działania i decyzje. Nigdy nie będzie tak, jak pisze Krzysztof, że jak się kocha, świat może nie istnieć. Świat jest brutalny i prędzej czy później o sobie każdemu przypomni, nawet w największej Miłości. Niestety.
robienie z siebie męczennika osmiesza Pana. mysle ze nie dojrzał Pan jeszcze do przyjecia i troski o wielkie uczucie jakim jest miłosc, nie wspominając o odwzajemnianiu czegokolwiek. skromnosci życze Panie karierowiczu.
@pik
Dojrzałość to chyba każdy postrzega po swojemu, podobnie jak miłość. Tutaj stajemy przed odwiecznym konfliktem serca i rozumu. Bujanie w obłokach jest miłe i piękne, ale czasami trzeba dotknąć ziemi. Romantyzm i wspaniałe odczucia nie są jedynym wyznacznikiem miłości. Musi istnieć jeszcze niezbędna podstawa w postaci zaufania, wierności i odpowiedzialności, co jest wynikiem świadomej decyzji do bycia z drugą osobą (co jest procesem wynikającym zarówno z działania serca, ale także i rozumu w dalszym etapie rozwoju miłości). Serce jest najważniejsze, ale trzeba jednocześnie pamiętać o innych rzeczach. Miłość nie może być ślepa. Chociaż najczęściej i tak dzieje się tak, że serce nie słucha rozumu… Tak jak pisałem – serce nie sługa.
A ideą powyższego wpisu, tak jak pisałem, jest wyrażenie nadziei na przyszłość, a nie kreowanie “męczeństwa”.
Tomaszu, przypadkowo tu trafiłam…znowu
słuchaj, a może zamknij uszy a otwórz serce??? usłyszysz więcej… wiesz nie wiem czy to męczeństwo czy miłość kazała Ci porzucić wszystko z tak wielkim trudem wypracowane (wiesz przyjaźń czy w Warszawie czy w Sopocie może trwać pomimo braku fizycznych kontaktów), nie wiem też czy ten wpis nie miał być zamanifestowaniem swojego ogromnego poświęcenia, na jakie byłeś gotowy względem tej ukochanej osoby, wiem tylko, że nadal masz w sobie ogromne pokłady miłości, i jeżeli na chwilę zapomnisz o tym, że “trzeba” w miłość wmieszać rozum, to, moim zdaniem, wykorzystasz swój miłosny potencjał.
Pozdrawiam i powodzenia!!
Tomku, ja trzymam kciuki zeby było dobrze. zeby serce posłuchało rozumu. pozdrawiam